|
|
piątek, 25 września 2009
Byłem na rozmowie w sprawie pracy. Gadka dość na luzie, bo choć jestem ofiarą kryzysu, to zarabiam. Mało, ale na chlebek z masełkiem i spłatę rat za mieszkanie wystarczy.
Rozmawiamy o produkcie X firmy N. Za analizę typu X firmy zewnętrzne płącą, jak się dowiaduję, 12 500 zł. A pracują nad tym, jak się dowiaduję, tylko trzy osoby. W tym momencie mój analityczny umysł stwierdza, że chyba brakuje mu danych.
- W jakim czasie - pytam więc.
- Przez miesiąc.
Mamroczę, że w takim razie chyba niezbyt rentowny to produkt. Ano tak, firma zarabia na tym ledwo dwa tysiące. Szybkie, szacunkowe obliczenia w głowie, i już wiem, że firmy raczej nie stać na zatrudnienie mnie.
środa, 26 sierpnia 2009
- Cztery pięćdziesiąt za solniczkę z odrobiną soli?
- Ale to taka specjalna, niskosodowa i niskopotasowa.
- ? To może kupisz jeszcze cukier niskosacharynowy?
- E, nie. Ja prawie nie słodzę.
czwartek, 20 sierpnia 2009
Jestem kiepsko przygotowany na okoliczność upadku cywilizacji. Największym jak na razie moim osiągnięciem w dziedzinie produkcji i preparowania żywności było wypatroszenie ryby. Wcześniej złowionej i zamordowanej przez kogoś innego. W przypadku armagedonu nie mogę liczyć też na żonę. Podczas patroszenia ewakuowała się z kuchni przy akompaniamencie przeciągłego „fuuu”.
Niemniej posiadam pewną wiedzę rolniczą. Potrafię mianowicie odróżniać uprawiane w Polsce zboża po kłosach. Z jakiegoś powodu mojemu tacie bardzo zależało, abym posiadł tego rodzaju umiejętność podczas rodzinnych wakacji u babci. Pewnie temu, że był ze wsi.
Byłem nawet ostatnio w tej wiosce, gdzie uczyłem się odróżniać jęczmień od żyta. Z pewnym zaskoczeniem zorientowałem się, że nie mam szans na powtórkę lekcji celem utrwalenia. Połowa pól zarośnięta jest młodym lasem. Można na nich ćwiczyć odróżnianie brzozy od leszczyny. Na drugiej połowie lud uprawia trawę na siano, bardziej chyba z przyzwyczajenia niż z potrzeby. Trawa rośnie sama, odpada całe to oranie, bronowanie i sianie. Za moich lat szczenięcych charakterystycznym widokiem w wiosce B. była szachownica pól na zboczach. Tu owies, tam żyto, tam ziemniaki. To se ne vrati. Jeszcze widać kratownicę z miedz, ale wszystko monochromatycznie zielone, jak na starych monitorach.
Dziś dosłownie nikt nie uprawia żadnego zboża. Null. Wioska, która kiedyś leżała wśród pól, niedługo znajdzie się w centrum lasu, który, jak w Makbecie, podchodzi już pod zabudowania.
poniedziałek, 27 lipca 2009
Scenka 1.
Początek października. Piękna pogoda, żółte liście, złota polska jesień jak z folderu. Jesteśmy z w Lanckoronie. M. bez zainteresowania rejestruje obecność drewnianych domów wokół rynku. Idziemy do ruin. Kolejne rozczarowanie, bo z zamku niewiele zostało. Robię zdjęcia M. ze skwaszoną miną. Wracamy do samochodu.
Scenka 2.
Lipiec. Po południu wreszcie wyszło słońce. Jedziemy do Krakowa, M. ma ochotę na kawę. Mijamy właśnie Kalwarię, ale od małomiasteczkowych kawiarnii nie spodziewam się niczego specjalnego. Proponuję Lanckoronę. Turystyczna miejscowość, jest szansa na przyzwoitą Lavazzę choćby. M. jest zachwycona pierzejami drewnianych budynków, idyllyczną atmosferą miasteczka. Spacerujemy po miasteczku w błogim nastroju. Jest i obiecana kawa. Nie Lavazza, lepsza. Lanckorona jest ta sama, M. zupełnie inna.
poniedziałek, 06 lipca 2009
poniedziałek, 08 czerwca 2009
Wielka Brytania

i Niemcy

czwartek, 04 czerwca 2009

Ktoś to napisał.
Ktoś zdecydował się to wydać.
Ktoś to może nawet kupi.
A swoją drogą, zabrakło sześciu opisów do okrągłej siedemsetki.
wtorek, 26 maja 2009
Wczesną wiosną wytwórca wytwornych widelców wędrował wąskim wąwozem. Wewnątrz wąwozu wzrastały wierzby wysokie. Wóz wypełniony wartościowymi wyrobami wiózł wędrowiec.
Wtem wycie wypełniło wąwóz. Wytwórca wzrok wznosi, wypatruje wyjca. Widzi, wilkołak wstrętny w wąwóz wbiegł. Wystraszony wędrowiec wózek we wrzosowisko wrzucił, wstecz wybiegając. Wartko we wnękę wapienną wpadł, wilk węszył, wyszukiwał. Widząc wilkołaka, wytwórca widelców wyszeptał:
- Wciorności, wątrobę wyrwie, wnętrzności wywlecze...
Wtem w wąwozie werbel wspaniałego wierzchowca wybrzmiał. Wiedźmin wierzchem wtargnął, widząc wilkołaka włócznię wyciągnął. Warknął wilkołak, wiedźmina wyczuwszy. Walczyli wytrwale, wiedźmin włócznią wywijał, wierzchowcem walczyka wykręcał. Wreszcie włócznią wielokrotnie walnąwszy, wilkołaka won wyprawił. Witalność wilk wyzionął.
Wędrowiec wdzięczności wyrazy wojownikowi wystękał, wiedźmin wszak wolał wypłatę. Więc weksel wytwórca wystawił w wartościowej walucie.
Wzbogacony wiedźmin wyruszył wioskę wypatrzyć. Walka wręcz wymęczyła wojownika, więc w wiosce wieprzowinę, warzywa, wytworne wino wykupił. Wina wiedźmin wielki wielbiciel, w wiosce wino wyśmienite. Więc wszystko wypił, więcej woła. Wino wyczerpane, wódkę wyborową wypij. Wypiwszy warcholił wiedźmin, wierzeje wyłamał, wszystkie witraże wytłukł, wieśniakom wąsy wyrwał. Właściciel wyszynku wartowników wezwał, wszak wiedźmin wodza wartowników wyrzucił, wojów wyszczerbił. Wieczorem wierny wierzchowiec wiedźmina wyprowadził, właściwie wyniósł.
Wy, wysłuchawszy wiedzcie, warto wędrowców wybawiać, warto wyrzynać wilkołaki, wampiry, widłonogi. Wszak wina, wódki wielki wolumen wypić – wątpliwy walor. Wstyd wiedźminie, wstyd.
wtorek, 14 kwietnia 2009
Gatunek (łac. species) - zbiór osobników posiadających podobne cechy, przekazywane płodnemu potomstwu.
Potomstwo jest tego samego gatunku, co osobniki przekazujące mu cechy (pomijając szczególny przypadek mieszańców międzygatunkowych, jak muły i lygrysy, które nie są płodne). A więc także rodzice osobników należały bądź należą do tego samego gatunku.
A także rodzice tych rodziców i ich rodzice. Metodą rekurencyjną dochodzimy do tego, że i 200, 2 000 pokoleń wstecz przodkowie należeli do tego samego gatunku co potomkowie.
Przykład: Juan Carlos, król Hiszpanii, należy do tego samego gatunku Homo Sapiens co jego cesarski przodek Karol Wielki.
Logicznie i rekurencyjne, afrykańskie austrolapiteki i wszyscy ich przodkowie należą do tego samego gatunku co Juan Carlos. Tak samo małpy z afrykańskiej dżungli, które to były przodkami australopiteków.
Cofamy się aż do gada, który był wspólnym przodkiem Juana Carlosa i kury. Zgodnie z teorią ewolucji, musiał istnieć taki wspólny przodek. Jak wynika z rekurencji, był on Homo Sapiens. Tak samo, jak wszystkie jego potomstwo, w tym kury.
QED
czwartek, 12 lutego 2009
Cały kraj emocjonuje się niedolą polskiego polityka w kapeluszu na niemieckim lotnisku im. Franza Josefa Straussa w Monachium. Ja też łączę się z nim w bólu, bo nic tak mi nie dopiekło w 2009 roku jak podróż Lufthansą z Krakowa do Berlina przez Monachium i nazad. Może poza kiretażem dziąseł.
|